á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
Tak jak w przeczytanych przeze mnie „Żeglarzu” i „Moście” tutaj także na początku akcja toczy się trochę somnambulicznie, ot rozmowy od niechcenia, niewiele się dzieje, taki rodzaj ciszy przed burzą. I nagle pojawia się dylemat. Niby błahy, ale wierci dziurę w brzuchu, uwiera, rodzi skojarzenia, (...) domysły. Jak postąpić, gdy samemu jest się uwikłanym?
No bo jest ogród pełen róż, których nowa odmiana nosi miano Doroty. Takie samo imię nosi żona adwokata, który te róże wyhodował. Do ogrodu zakrada się złodziej róż. Czy aby róż?
Kto czytał lub przeczyta, zrozumie słowa adwokata: „pewien człowiek tu, w tym miejscu, powiedział do mnie, że broniłem zawsze tych, co zło czynili nie na moim podwórku. I oto przyszedł złodziej róż i kradł mi róże z mojego podwórka. Pomimo że bardzo kocham swoje róże… pomimo to… no, cóż ci mam mówić… rozumiesz… Wraz z tobą ratowałem od zguby złodzieja…”